W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem Zapodziani po głowy, przez długie godziny Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.
Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty, Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory, Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.
Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała, A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni Owoce, przepojone wonią twego ciała.
I stały się maliny narzędziem pieszczoty Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.
I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu, Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła, Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu, A chrusniak malinowy trwał wciąż dookoła.
Bolesław Leśmian Recytacja: Anna Romantowska i Krzysztof Kolberger
Szkoda, że cię tu nie ma, szkoda, kochanie. Siedziałabyś na sofie, ja - na
dywanie. Chustka byłaby twoja, moja - kapiąca łza. Albo może na
odwrót: płacz ty - pociecha - ja.
Szkoda, że cię tu nie ma, szkoda, kochanie. Prowadząc wóz
,
dłoń kładłbym na twym kolanie, udając, że je mylę z dźwignią, gdy
zmieniam bieg. Wabiłby nas nieznany lub właśnie znany brzeg.
Szkoda, że cię tu nie ma, szkoda,
kochanie. Srebrny księżyc na czarnym nieba ekranie na przekór
astronomom oddawałbym co noc na
żeton na automat, by usłyszeć twój głos.
Szkoda, że cię tu nie ma, na tej półkuli - myślę, siedząc na
ganku w letniej koszuli i z puszką "Heinekena". Zmierzch. Krzyk mew. Liści szmer. Co
za zysk z zapomnienia, jeśli tuż po nim - śmierć? Josif
Brodski
Panie: już czas. Tak długo lato trwało.
Rzuć na zegary słoneczne twój cień
i rozpuść wiatry na niwę dojrzałą.
Każ się napełnić ostatnim owocom;
niech je dwa jeszcze ciepłe dni opłyną,
znaglij je do spełnienia i wypędź z mocą
ostatnią słodycz w ciężkie wino.
Kto teraz nie ma domu, nigdy mieć nie będzie.
Kto teraz sam jest, długo pozostanie sam
i będzie czuwał, czytał, długie listy będzie
pisał i niespokojnie tu i tam
błądził w alejach, gdy wiatr liście pędzi.
Kobiety, których nie ma od rana mówią prawdę, kobiety, których nie ma są zawsze takie ładne, kobiety, których nie ma od rana mają czas,. kobiety, których nie ma potrafią pojąć nas - nas - niepojętych, nas - wyklętych, nas - zawziętych - niezrozumianych - nas...
Kobiety, których nie ma pieniądze mają własne, kobiety, których nie ma czekają aż ja zasnę, kobiety, których nie ma odchodzą zawsze pierwsze, kobiety, których nie ma czytują nasze wiersze.- te - niepojęte, te - wyklęte, te - zawzięte, niezrozumiane, niedocenione...Ech!...
Kobiety, których nie ma są milsze od tych co - są, kobiety, których nie ma z poranną wstają rosą, kobiety, których nie ma trafiają prosto w serce, kobiety, których nie ma - wciąż więcej was i więcej - tych wymarzonych, tych upragnionych, i tych wyśnionych - was...
Posłuchaj, jutro noc będzie głucha, Jutro świt wstanie chłodny i obcy. Posłuchaj, później tylko będzie pustka Każdy dzień taki długi jak rok.
Jutro bez ciebie, to kraj mojego świata, Jutro bez ciebie, to moje smutne lata, To zagubionych dwoje, W wieczorach bez nastroju, W ogrodach zwiędłych kwiatów, Bez sił...
Posłuchaj, jeszcze nie jest za późno, Jeszcze może być jutro i dla nas. Posłuchaj, jeszcze dziś to możesz zmienić Oddaj smutek jesieni za wiosnę...
Jutro bez ciebie, to kraj mojego świata, Jutro bez ciebie, to moje smutne lata, To zagubionych dwoje, W wieczorach bez nastroju, W ogrodach zwiędłych kwiatów, Bez sił, bez sił, bez sił...
Im bardziej ciebie zapominam, tym bardziej twarz ta mnie przeraża, co z lustra patrzy na mnie co dzień jak smutny sędzia na zbrodniarza.
Zostań ze mną, żebym była lepsza, zostań ze mną, zostań dla mnie samej, wyrzeźbiłam cię w powietrzu, oprawiłam w złotą ramę - czas nie zatarł naszych śladów jeszcze... Zostań ze mną, żebym była miła, bym patrzyła wszystkim prosto w oczy, żeby ludność o mnie śniła od Warszawy po Zakroczym.
Im bardziej ciebie mi nie trzeba, tym bardziej twarz ta mi niemiła, co z lustra patrzy na mnie co dzień, jakby mną była i nie była...
Zostań ze mną, w mej pamięci podłej, zostań ze mną, żebym była ładna, zostań, bym w kawiarni modnej nie przelękła się zwierciadła - zapominać to nie sztuka żadna. Zostań ze mną w mojej duszy chorej, zostań ze mną, żebym była młoda, bym wzdychała w każdy wtorek: "Szkoda, szkoda, szkoda, szkoda".
Im bardziej jestem roztargniona, kiedy twe imię słyszę z boku, tym bardziej wstyd mi, że nie płaczę, tak jak płakałam w zeszłym roku.
Zostań ze mną, zostań choć na niby, w moich gestach, w tym, jak głowę noszę, zostań ze mną, nawet gdybym zapomniała, o co proszę.
Zwykle przychodzi niespodzianie, gdy braknie czasu na spotkanie. Potem przycupnie zawstydzona gdzieś za ścianą. Jak kochać taką niekochaną?
Miłość to za mało, aby żyć Życie to za mało, aby być To za mało takie bycie, jak na jedno ludzkie życie Miłość to za mało Miłość to za mało, aby żyć
Miłość jest ważna, gdy się dzieje A kiedy minie, nie istnieje Potem przycupnie zapłakana gdzieś za ścianą. Jak kochać taką niekochaną?
Miłość to za mało, aby żyć Życie to za mało, aby być To za mało takie bycie, jak na jedno ludzkie życie Miłość to za mało Miłość to za mało, aby żyć
Kiedy odchodzi czasem płacze, bo przecież mogło być inaczej inaczej nie przycupnie już lękliwie gdzieś za ścianą Jak kochać taką niekochaną?
Miłość to za mało, aby żyć Życie to za mało, aby być To za mało takie bycie, jak na jedno ludzkie życie Miłość to za mało Miłość to za mało, aby żyć Lenka Piękniewska
Między słowem i milczeniem między prawdą a złudzeniem , między wiosną i jesienią wyspy marzeń się zielenią żeglujemy jak na tratwie , fale są nie zawsze gładkie , szybujemy jak balonem po nadziei nieboskłonie ..
Każdy coś z Odysa ma każdy wierzy tak jak ja że na jawie i we śnie nie zgubimy się we mgle Każdy coś z Odysa ma każdy wierzy tak jak ja Ze pop prostu warto żyć póki mamy o czy śnić
Między prawdą i wierszami wciąż jesteśmy tacy sami. od tygodni ,od stuleci , póki zegar słońca świeci , romantyczni w gruncie rzeczy niepoprawne duże dzieci wciąż tęsknimy za miłością tak na przekór chwiejnym mostom ...
Każdy coś z Odysa ma każdy wierzy tak jak ja że na jawie i we śnie nie zgubimy się we mgle ... Każdy coś z Odysa ma każdy wierzy tak jak ja Ze pop prostu warto żyć póki mamy o czy śnić.
Czemu leciał tak nisko ten anioł, ten duch
Sięgający piersiami skoszonego siana?
Wiatr rozgarniał mu skrzydeł świeżący się puch,
A od kurzu miał ciemne jak Murzyn kolana...
Włos jego - hartowana w niekochaniu miedź!
Oczy płoną, miłosnym nieskalane szałem!
Snem wezbrała mu w skrzydłach niewiadoma płeć,
Kiedy lecąc sam siebie przemilczał swym ciałem...
Możem zbyt go zobaczył lub uwierzył zbyt,
Bo w niechętnej zadumie przystanął w pół drogi...
I znów w oczach mu błysnął nieczytelny świt,
Gdy do lotu pierś tężył i prostował nogi.
Rosa jeszcze mu ziębła na wargach, a on
Już piętrami swych skrzydeł ku niebu się wzbielił
I ogarom ciała oddał bezmiarom na strwon,
A jam się do niebiosów wówczas onieśmielił...
Odtąd, gdy wchodzę z tobą w umówiony park,
Gdzie światła księżycowe do stóp nam się łaszą -
W twych wargach szukam jego przemilczanych warg
I nie wiem, co się dzieje z tą miłością naszą?...
Nawet nasze niespotkanie Ma już tylko ślady dawnej urody Biegnie tym
śladem mój pies Kulejąc na obie nogi
Miejsce gdzie nadaremno czekam Porosło szczeciną brody Marszczy się
skóra Nie przytulonego policzka Zapach twoich włosów Osiada
kurzem Na nie narodzonych liściach
Stoję przy umówionej ulicy Już tyle lat I nadal czuję w ustach
Smak nie pocałunku
I widzę oczekiwanie które się dłuży Jak czarna skórzana rękawiczka
Która wypada z okna domu Gdzie od lat nikt już nie mieszka
Ulicami miasta Przebiegam jak wiatr I słucham czy echo Twoje kroki gra Bo zmrok ukrywa Cienia twego znak I zagubiony slad... Gwiazdy jak świetliste łzy Płyną przez ciemną ciszę nocy Tkając wokół mojej samotności Połyskliwa sieć złocistych mgiel. Otulona blaskiem Już nie widze cieni Za sobą, przed sobą Tańczących w poświecie lamp. Pośród sennych domów Przechodzą się kot Z gałezi kasztanu Opadł żółty liść Przez plac uspiony Przebiegł jakis cień Lecz to nie byłes ty... Gwiazdy jak świetliste łzy itd
Zamknij oczy Nie
potrzeba patrzeć w dół Zaraz będziesz czuć ciepły wiatr we włosach Złoty
motyl - frunie blisko obok nas Zaraz da Ci znak, że masz być gotowa
na ten moment, kiedy tęcza weźmie nas do nieba aż Wszystkie sprawy -
oddalają się i patrz, teraz widać je jak ziarenka piasku
Na ten
moment, kiedy tęcza wiezie nas do nieba aż Latać może każdy kiedy
mocno wierzy w to Każdy w sobie ma czas na własny wielki lot
Zamknij oczy - Nie potrzeba patrzeć w dół - Zaraz będziesz czuć
ciepły wiatr we włosach
To ten moment, kiedy tęcza wiezie nas do
nieba aż Latać może każdy... /Lady Pank/
Nadciąga deszcz Na
ulicach pusto robi się Zapada zmrok A latarnie światłem gaszą
mrok
Cisza przed burzą przenika cały ciemny ląd Błyski na niebie
rozpoczynają czarną noc Deszczowy dzień Deszczowa noc Jesienny
sen Wtopiony w mrok Deszczowy dzień Deszczowa noc Jesienny
sen
Krople łez po ziemi płyną Dając szmer Drzewa i kwiaty w rytmie
wiatru Kołyszą się Deszczowy dzień Deszczowa noc Jesienny
sen Wtopiony w mrok Deszczowy dzień Deszczowa noc Jesienny
sen /Myslovitz/
Ze złotej bibułki mój świat ,codziennie jak dziecko wycinam Obłoki rozwiane na wiatr, dym z komina i płotek i sad Ten świat spod dziecinnych nożyczek owiany przez zapach i blask Pełen róż ,których już nie policzę ,szczęśliwy świat i czas
Co dzień ,co noc gdy smutek oczy ćmi Ze strzępków barwnych wycinam własne sny
Ze złotej bibułki mój świat, nieważny, niezbędny jak kwiat Świat bez trosk dobry los, małe szczęście ta wycinanka snów
Oto pierwsze padły słowa: oto stało się! Każda rzecz ma raz początek czy kto chce czy nie! Rodzi się ziemi kula; rodzi się świat! Bezimienni wstają z mułu; idzie w górę las! Rodzi się wąż i robak; rodzi się ptak!
Co to będzie, jak to będzie, nie wiadomo nic! Kto już za kim cicho tęskni; nie wiadomo nic! Suną chmury, grzmią pioruny- oto pada deszcz! Pętla czasu się rozwija i do gardła lgnie!
Rodzi się życie nowe; rodzi się śmierć! Człowiek stoi ponad wodą, własną zgłębia toń! Rodzi się płacz i lament; rodzi się moc!
Ten się dźwiga, ten się garbi, w plecach stoi nóż! Słońce wschodzi i zachodzi, nie przeszkodzi ból! Beznadziejne są nadzieje, wiara, lęk i żal! Starożytność, nowożytność a za dalą dal!
Rodzi się ogień wieczny; rodzi się pleśń! Przegrać - wygrać, kochać - gardzić, poza cieniem blask! Rodzi się "nie" jak niemoc; rodzi się "tak"!
Na chwilę przed odlotem Wśród ptasich stad W zawiłym horoskopie Na tysiąc lat W otwartym nagle oknie W cieniu za firanką Wśród ludzi na przystanku W słońcu i we mgle -
Szukaj mnie Cierpliwie dzień po dniu Staraj się podążać moim śladem Szukaj mnie Bo sama nie wiem już Bo sama nie wiem, kiedy się odnajdę
Wśród siedmiu dni tygodnia Jednakich tak W tańczących deszczu kroplach Zawodu łzach Po lustra obu stronach W nowych wciąż marzeniach Gdzie jestem, gdzie mnie nie ma Już nie bardzo wiem
Szukaj mnie Cierpliwie dzień po dniu Staraj się podążać moim śladem Szukaj mnie Bo sama nie wiem już Bo sama nie wiem, kiedy się odnajdę.